V
Styczeń 4, 2008
Rzuciłem palenie i nie ma to nic wspólnego z noworocznymi postanowieniami. Dziś mija trzeci dzień. Mija bardzo powoli ale nie tak niespokojnie jak dwa poprzednie.
Ułożyły mi się te wszystkie kołaczące między uszami papierosy. Pierwsze po kawie, gaszone przed końcem bo już już nadjeżdżał autobus, wypalane w lecie tuż po deszczu – ulubione. Palone na przerwach w szkołach – jeden papierosach na nas pięcioro. Te wszystkie przez które gdzieś się spóźniłem, te których nie mogłem podpalić bo skończył się gaz w zapalniczce.
Oddane nieznajomym na ulicy bo sam wiesz jak to jest kiedy ssie w żołądku. Wszystkie wypalone przed egzaminami, klasówkami, kolokwiami, rozmowami o pracę. Wypalone na przystankach autobusowych, na stacjach kolejowych.
W pociągach w kiblu, w szkole i na studiach w kiblu, w pracy w kiblu i we wszystkich możliwych kiblach w miejscach gdzie nie można palić.Wypalone wspólnie i w cholernej samotności.
Przestaję wierzyć w to że coś może mi się nie udać.
IV
Listopad 30, 2007
Byliśmy dziś w kinie. Angielskie filmy są tak samo beznadziejne jak angielski humor, angielski akcent i angielska mgła. Tęsknię do szarości bylejakowości Warszawy gdzie wystarczyło usiąść gdy wszyscy stali i już czułeś się wyjątkowy. Tu wszyscy są tak czerwono – odjazdowo niepowtarzalnie oryginalni że dziwię się że nie są tym znudzeni.
Na wszystko ich stać, mają łatwy dostęp do służby zdrowia i najnowszych dorobków cywilizacji.
Stoję z zawrotem głowy spowodowanym świadomością że wszystko co materialne niedługo już będzie na wstanie z krzesła i wyciągnięcie ręki.
A potem przestaje mi się kręcić w głowie i zadaję sobie pytanie po co tu przyjechałem.
III
Listopad 25, 2007
Wczoraj długo nie mogłem zasnąć.Stałem w oknie i paliłem. Został mi jeszcze spory zapas fajek które brat przesłał mi z Polski.
Moje okno jest nieszczelne.
Chodzę do tego fiuta z dołu i tłumaczę mu że za taki czynsz to powinienem mieć chociaż okna porządne, jak już z kranów cieknie i to z obydwu zimna i prawie karaluchy i lampy nie ma, żarówka zamiast lampy.
Schodzą i tłumaczę na co on mi odpowiada zawsze to samo, że za takie pieniądze to bym pudełka kartonowego nie wynajął. Polak Polakowi pomoże.
W końcu nie wytrzymałem i wyszedłem na dwór. Spacer w środku nocy to wcale nie szalony i nie desperacki sposób wykorzystania czasu kiedy za nic nie można zasnąć.
To lepsze niż stanie w oknie, palenie i patrzenie na deszcz bądź patrzenie na sufit leżąc na materacu, w marzeniach znęcając się nad właścicielem wynajmowanego lokum.
Na zimnych ulicach powietrze pachnie surowymi warzywami i gliną. W takich zapachach ma się wrażenie że ktoś za tobą idzie. Przyglądałem się swojemu odbiciu na chodniku, rozwianym połą płaszcza. To był najciekawszy moment całego dnia.
II
Margaret mówi, że powinienem przestać ględzić i cieszyć że ma taką pracę jaką mam. Margaret to moja najlepsza przyjaciółka.
Tak naprawdę ma na imię Mao ale nikt jej tu tak nie nazywa. Nie sądzę że to z powodu złych skojarzeń z Zedongiem.
Ja od paru miesięcy mam na imię Josh. Jak Josh Peck.
Wolałbym już gdyby nazwali mnie Gregory.
I
Kilka przecznic od mojego mieszkania znajduje się mój ulubiony pub. Jeden z tych trzech w których stać mnie na to by siedzieć dłużej niż godzinę. Odkryłem go jakieś trzy tygodnie temu.
Jestem tu pięć miesięcy i jeden dzień.
Wczoraj siedząc nad piwem z jakimś Litwinem dowiedziałem się że skoro to już piąty miesiąc to od niedawna powinienem przestać żywić się pół i ćwierć produktami.
Więc dziś nastąpił dzień w którym powinienem był zjeść wysokobiałkowy obiad, taki jak wymarzyłem sobie że zjem kiedy przechodziłem kiedyś przez K.Road i nie udało mi się nie patrzeć w okna tamtejszych restauracji.
Powinienem właśnie jeść albo siedzieć już najedzony. Jednak kolejny wieczór kończę z zimnymi frytkami w żołądku słuchając
zwariowanego Litwina z modrym zezem który zna tajniki przeżycia na Wyspach od a do z i do swego abecadłowego monologu
emigranta ze wschodniej Europy wtrąca wspomnienia byłego sprzedawcy ryb. Popierdoleniec. Nawet nie wiem czy go lubię.
Mógłby chociaż nie gadać o jedzeniu.
Ibrox
Listopad 20, 2007
Rzadko z kimś rozmawiam a myśli gdzieś muszą się wylewać…