Listopad 20, 2007
I
Kilka przecznic od mojego mieszkania znajduje się mój ulubiony pub. Jeden z tych trzech w których stać mnie na to by siedzieć dłużej niż godzinę. Odkryłem go jakieś trzy tygodnie temu.
Jestem tu pięć miesięcy i jeden dzień.
Wczoraj siedząc nad piwem z jakimś Litwinem dowiedziałem się że skoro to już piąty miesiąc to od niedawna powinienem przestać żywić się pół i ćwierć produktami.
Więc dziś nastąpił dzień w którym powinienem był zjeść wysokobiałkowy obiad, taki jak wymarzyłem sobie że zjem kiedy przechodziłem kiedyś przez K.Road i nie udało mi się nie patrzeć w okna tamtejszych restauracji.
Powinienem właśnie jeść albo siedzieć już najedzony. Jednak kolejny wieczór kończę z zimnymi frytkami w żołądku słuchając
zwariowanego Litwina z modrym zezem który zna tajniki przeżycia na Wyspach od a do z i do swego abecadłowego monologu
emigranta ze wschodniej Europy wtrąca wspomnienia byłego sprzedawcy ryb. Popierdoleniec. Nawet nie wiem czy go lubię.
Mógłby chociaż nie gadać o jedzeniu.