IV
Listopad 30, 2007
Byliśmy dziś w kinie. Angielskie filmy są tak samo beznadziejne jak angielski humor, angielski akcent i angielska mgła. Tęsknię do szarości bylejakowości Warszawy gdzie wystarczyło usiąść gdy wszyscy stali i już czułeś się wyjątkowy. Tu wszyscy są tak czerwono – odjazdowo niepowtarzalnie oryginalni że dziwię się że nie są tym znudzeni.
Na wszystko ich stać, mają łatwy dostęp do służby zdrowia i najnowszych dorobków cywilizacji.
Stoję z zawrotem głowy spowodowanym świadomością że wszystko co materialne niedługo już będzie na wstanie z krzesła i wyciągnięcie ręki.
A potem przestaje mi się kręcić w głowie i zadaję sobie pytanie po co tu przyjechałem.