V
Styczeń 4, 2008
Rzuciłem palenie i nie ma to nic wspólnego z noworocznymi postanowieniami. Dziś mija trzeci dzień. Mija bardzo powoli ale nie tak niespokojnie jak dwa poprzednie.
Ułożyły mi się te wszystkie kołaczące między uszami papierosy. Pierwsze po kawie, gaszone przed końcem bo już już nadjeżdżał autobus, wypalane w lecie tuż po deszczu – ulubione. Palone na przerwach w szkołach – jeden papierosach na nas pięcioro. Te wszystkie przez które gdzieś się spóźniłem, te których nie mogłem podpalić bo skończył się gaz w zapalniczce.
Oddane nieznajomym na ulicy bo sam wiesz jak to jest kiedy ssie w żołądku. Wszystkie wypalone przed egzaminami, klasówkami, kolokwiami, rozmowami o pracę. Wypalone na przystankach autobusowych, na stacjach kolejowych.
W pociągach w kiblu, w szkole i na studiach w kiblu, w pracy w kiblu i we wszystkich możliwych kiblach w miejscach gdzie nie można palić.Wypalone wspólnie i w cholernej samotności.
Przestaję wierzyć w to że coś może mi się nie udać.